Masashi spojrzał na swoją partnerkę.
-Aki, skarbie, potrzeba ci czegoś?-Spytał czule, lwica uśmiechnęła się.
-Nie, nie. Wszystko dobrze!-Zaśmiała się, Mash zawsze był w stosunku
do niej nadopiekuńczy. Doskonale o tym wiedziała. Na dworze nie było za
ciekawie, gdyby nie ciepła grota, biała byłaby pewna, że poroni.
-Nie za dobrze to wygląda..-Odrzekł jej partner, wyglądając z niej.
-Masz rację..-odpowiedziała, po czym zamyśliła się na chwilę-To na pewno tylko deszcz! Mogę osłonić Stado!
-Nie przemęczaj się. Doskonale wiesz, że powinnaś
wypoczywać-Zaprzeczył szybko. Aki mruknęła. Wiedziała, że tak będzie.
Partner..phi! Chyba ojciec! Mimo wszystko nie dziwiła mu się za bardzo,
przecież miała w sobie sześć młodych żyć.
*
Mijały dnie i noce, pogoda coraz bardziej się psuła, parę Alf bardzo
to martwiło! to nie wyglądało na "zwyczajny deszczyk" zanosiło się na
nawałnicę.
-Ukryjmy stado!-Krzyknęła zdecydowanie Aki.
-Co?! Nie ma takiej opcji! Nie pomieścimy się tu...wszyscy!-Taak,
stado było ogromne, to fakt. Jednak młoda lwica była pewna tego, co
mówi, podniosła się, i wyjrzała do stada.
-Uwaga wszyscy! Zsyłka do jaskiń!-Wrzasnęła na całe gardło.
-Ak! co ty wyprawiasz?-Spytał zdziwiony jej zachowaniem szarooki, Aki uśmiechnęła się słodko.
-To, co do mnie należy, skarbie!-Odparła temperamentnie-nie dałeś mi
odesłać deszczu, ale nie zabronisz bycia dobrą przywódczynią-zaśmiała
się, po czym spojrzała w stronę ludu-Na co czekacie?! Do jaskiń
mówię!-Zawsze była niewiarygodnie..ostra. Nie było dla niej słowa "Nie"
tak chciała, i tak musiało być!
-..Alfy! Litości!-Usłyszeli głos posłańczynii.
-Usagi?-pomyślała na głos Lwica, po czym odwróciła wzrok w stronę głosu-Czy..coś się stało?
-Hie..-Hien-hieny! Pla...nują..na..-lwica z króliczymi uszami i ogonem dyszała niezrozumiale, przywódczyni skrzywiła się.
-Wejdź proszę, Usagi!-Zaproponowała-Powinnaś się ogrzać, odpocząć, i
na spokojn..-nie skończyła, bo przerwał jej donośny
dźwięk.
-Hien..hie..hien..hieny!-Wrzasnęła na widok biegnących bestii.
-Lwy! Schować lwiątka! Przygotować armie, niech wszyscy będą
gotowi!-Krzyknął Masashi, po czym zwrócił się do Usagi-królik(tak
przeważnie się do niej zwracał) wejdź, złap oddech, a potem zbierz
straże!
-Nie daliście mi skończyć!-Krzyknęła-hieny i wyrzutki!-Odparła, po czym omdlała z przemęczenia.
-Wyrzutki?!-Krzyknęła Aki-Ale jak to wyrzutki!-Gdy tylko skończyła,
przed jej nosem wylądowała lodowa strzała-Daiki!-Warknęła-Nie powinniśmy
byli puszczać go z życiem!
-Lwy!-Ryknął Mash-ATAK!-po tych słowach zwrócił się do Aki-Stój grzecznie, czekaj na moit, i pod żadnym pozorem nie walcz!
-Ale..
-Nie walcz mówię!-To mówiąc musnął jej policzek i zeskoczył ze skały.
-Mash!-Pisnęła niezadowolona! Co on sobie wyobraża, decydować bez
jej zgody?! Kto to widział..zaraz, czemu prawie wszystkie lwy są w
jaskini...aha, no tak.-debilka-warknęła na siebie.-do ataku!-Mruknęła do
nich, a oni rzucili się na przód, jak pies na mięso, mało jej nie
tratując!-...byleby do nocy-warknęła do siebie. No tak! Na noc miała
planowany poród..
*
Hieny powoli dostawały się do jaskini, zbliżało się południe! Siły
robocze, chociażby i chciały nie odpędzą takiego stada, a co gorsza
Daikiego. Ten kiedyś mało nie zabił połowy lwic, gdyż tamte odmówiły mu
kopulacji...zboczeniec. Lew jednak miał ogromny potencjał i siłę,co
zwiastowało problemy! Po tym incydencie Aki wygnała go, jednak rudy
wrócił, i to z jaką siłą?
-Alfo!-usłyszała Usagi...to ona żyje?! W sumie, to chamskie było nie
przejęcie się jej zemdleniem, ale przecież potężne stado hien, z
wrogiem Aki numer jeden postanowiło wspaść na herbatkę!
-Tak?-Spytała cieżko, opierając się na dwóch przednich łapach.
-Proszę uciekać!
-Al..ale jak to?-Nie usłyszała już jednak odpowiedzi, po chwili
usłyszała jednak donośny pisk, a na ścianie roztryskała się krew!
-Usagi!-Wrzasnęła, po czwili ujrzała ścięte królicze uszy.
-Hej, alfo..-Ten głos, Aki przełknęła ślinę, to on! Wstała, po czym
głośno warknęła. Już po chwili ujrzała rudego, śmiejącego się z niej
lwa.
-Daiki-syknęła niezadowolona, wiedziała, że to koniec. Lew zaśmiał
się po czym pobiegł w jej stronę, w ostatniej chwili jednak został
zaskoczony przez Masashiego, jedyne co zdążył zrobić, to zadrapać oko
Aki.
-Mash!-Wrzasnęła przerażona lwica.
-Uciekaj!
-Ale..stado..
-Nie ma stada!-Na tę wiadomość z jej rannego oka płynęła już nie
tylko krew, ale i słone łzy..nie ma stada..? Jej kochanego, słodkiego
stadka? Ale co teraz będzie?
-UCIEKAJ!
-Masashi, Ja..
-Ja też Cię kocham, a teraz leć