niedziela, 3 sierpnia 2014

Od Aki


Masashi spojrzał na swoją partnerkę. 

-Aki, skarbie, potrzeba ci czegoś?-Spytał czule, lwica uśmiechnęła się.
-Nie, nie. Wszystko dobrze!-Zaśmiała się, Mash zawsze był w stosunku do niej nadopiekuńczy. Doskonale o tym wiedziała. Na dworze nie było za ciekawie, gdyby nie ciepła grota, biała byłaby pewna, że poroni.
-Nie za dobrze to wygląda..-Odrzekł jej partner, wyglądając z niej.
-Masz rację..-odpowiedziała, po czym zamyśliła się na chwilę-To na pewno tylko deszcz! Mogę osłonić Stado!
-Nie przemęczaj się. Doskonale wiesz, że powinnaś wypoczywać-Zaprzeczył szybko. Aki mruknęła. Wiedziała, że tak będzie. Partner..phi! Chyba ojciec! Mimo wszystko nie dziwiła mu się za bardzo, przecież miała w sobie sześć młodych żyć.


*

Mijały dnie i noce, pogoda coraz bardziej się psuła, parę Alf bardzo to martwiło! to nie wyglądało na "zwyczajny deszczyk" zanosiło się na nawałnicę.
-Ukryjmy stado!-Krzyknęła zdecydowanie Aki.
-Co?! Nie ma takiej opcji! Nie pomieścimy się tu...wszyscy!-Taak, stado było ogromne, to fakt. Jednak młoda lwica była pewna tego, co mówi, podniosła się, i wyjrzała do stada.
-Uwaga wszyscy! Zsyłka do jaskiń!-Wrzasnęła na całe gardło.
-Ak! co ty wyprawiasz?-Spytał zdziwiony jej zachowaniem szarooki, Aki uśmiechnęła się słodko.
-To, co do mnie należy, skarbie!-Odparła temperamentnie-nie dałeś mi odesłać deszczu, ale nie zabronisz bycia dobrą przywódczynią-zaśmiała się, po czym spojrzała w stronę ludu-Na co czekacie?! Do jaskiń mówię!-Zawsze była niewiarygodnie..ostra. Nie było dla niej słowa "Nie" tak chciała, i tak musiało być!
-..Alfy! Litości!-Usłyszeli głos posłańczynii.
-Usagi?-pomyślała na głos Lwica, po czym odwróciła wzrok w stronę głosu-Czy..coś się stało?
-Hie..-Hien-hieny! Pla...nują..na..-lwica z króliczymi uszami i ogonem dyszała niezrozumiale, przywódczyni skrzywiła się.
-Wejdź proszę, Usagi!-Zaproponowała-Powinnaś się ogrzać, odpocząć, i na spokojn..-nie skończyła, bo przerwał jej donośny dźwięk.
-Hien..hie..hien..hieny!-Wrzasnęła na widok biegnących bestii.
-Lwy! Schować lwiątka! Przygotować armie, niech wszyscy będą gotowi!-Krzyknął Masashi, po czym zwrócił się do Usagi-królik(tak przeważnie się do niej zwracał) wejdź, złap oddech, a potem zbierz straże!
-Nie daliście mi skończyć!-Krzyknęła-hieny i wyrzutki!-Odparła, po czym omdlała z przemęczenia.
-Wyrzutki?!-Krzyknęła Aki-Ale jak to wyrzutki!-Gdy tylko skończyła, przed jej nosem wylądowała lodowa strzała-Daiki!-Warknęła-Nie powinniśmy byli puszczać go z życiem!
-Lwy!-Ryknął Mash-ATAK!-po tych słowach zwrócił się do Aki-Stój grzecznie, czekaj na moit, i pod żadnym pozorem nie walcz!
-Ale..
-Nie walcz mówię!-To mówiąc musnął jej policzek i zeskoczył ze skały.
-Mash!-Pisnęła niezadowolona! Co on sobie wyobraża, decydować bez jej zgody?! Kto to widział..zaraz, czemu prawie wszystkie lwy są w jaskini...aha, no tak.-debilka-warknęła na siebie.-do ataku!-Mruknęła do nich, a oni rzucili się na przód, jak pies na mięso, mało jej nie tratując!-...byleby do nocy-warknęła do siebie. No tak! Na noc miała planowany poród..

*

Hieny powoli dostawały się do jaskini, zbliżało się południe! Siły robocze, chociażby i chciały nie odpędzą takiego stada, a co gorsza Daikiego. Ten kiedyś mało nie zabił połowy lwic, gdyż tamte odmówiły mu kopulacji...zboczeniec. Lew jednak miał ogromny potencjał i siłę,co zwiastowało problemy! Po tym incydencie Aki wygnała go, jednak rudy wrócił, i to z jaką siłą?

-Alfo!-usłyszała Usagi...to ona żyje?! W sumie, to chamskie było nie przejęcie się jej zemdleniem, ale przecież potężne stado hien, z wrogiem Aki numer jeden postanowiło wspaść na herbatkę!
-Tak?-Spytała cieżko, opierając się na dwóch przednich łapach.
-Proszę uciekać!
-Al..ale jak to?-Nie usłyszała już jednak odpowiedzi, po chwili usłyszała jednak donośny pisk, a na ścianie roztryskała się krew!
-Usagi!-Wrzasnęła, po czwili ujrzała ścięte królicze uszy.
-Hej, alfo..-Ten głos, Aki przełknęła ślinę, to on! Wstała, po czym głośno warknęła. Już po chwili ujrzała rudego, śmiejącego się z niej lwa.
-Daiki-syknęła niezadowolona, wiedziała, że to koniec. Lew zaśmiał się po czym pobiegł w jej stronę, w ostatniej chwili jednak został zaskoczony przez Masashiego, jedyne co zdążył zrobić, to zadrapać oko Aki.
-Mash!-Wrzasnęła przerażona lwica.
-Uciekaj!
-Ale..stado..
-Nie ma stada!-Na tę wiadomość z jej rannego oka płynęła już nie tylko krew, ale i słone łzy..nie ma stada..? Jej kochanego, słodkiego stadka? Ale co teraz będzie?
-UCIEKAJ!
-Masashi, Ja..
-Ja też Cię kocham, a teraz leć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz