niedziela, 3 sierpnia 2014

Od Adonisa

Stałem i wpatrywałem się w gwiazdy.Zapewne dla niektórych gwiazdy były tylko małymi kropkami. Mylili się - gwiazdy to historia ,gwiazdy to bogowie. Posab opowiadał mi ,że kiedyś byłem gwiazdozbiorem ,jednak po moim/jego upadku wszystkie gwiazdy z tego gwiazdozbioru w jednym momencie runęły na ziemię. Często to sobie wyobrażałem. Jakże okrutny może być upadek boga ,ale jednak piękny...
W pewnym momencie poczułem mocny wiatr ,jednak trawa wokół się nie poruszyła ,tak samo jak moja grzywa. Ten wiatr jest we mnie uświadomiłem sobie.
-Wyjdź -rzekłem mentalnie -Nie uda ci się -dodałem.
Na wprost mnie zmaterializowała się pewna dusza. Było to najdziwniejsze stworzenie jakie kiedykolwiek widziałem. Ciało konia , małe kocie oczy ,patrzące na mnie w skupieniu. Tylne łapy lwa. Zamiast końskiej grzywy lwia czupryna. To musiało być wyjątkowo silne stworzenie. Przystosowane do surowych warunków
-Nie jesteś jak wszyscy... Rozumiesz mnie. -Odezwało się typowym dla dusz pozaziemskim głosem.
-Tak -odezwała się moja boska część
Widać było ,że stwór poczuł ulgę.
-Kim jesteś? Musiałeś być bardzo potężny... Kto cię zabił? Jak to możliwe? Czego pragniesz? - powiedziałem zaintrygowany.
- Jestem stworzeniem pochodzących z bardzo odległych krain. Nawet gdybyś nadal był w całości bogiem ciężko byłoby ci się tam dostać. Jesteśmy potężni -to prawda ,ale nie silniejsi od ciebie ,nie mamy magicznych zdolności. Przystosowani do warunków w których trwa nasze życie. Umarłem ,albowiem istnieją istoty jeszcze potężniejsze od ciebie i mnie.Podczas wojny zabiliśmy ich setki ,ale one zabiły tysiące naszych. W tym mnie. A pragnę jak każda zaginiona dusza ,znaleźć azyl ,tam wśród gwiazd. -odpowiedział.
-Zaprowadzę cię - powiedziałem cicho.
Dmuchnąłem unosząc głowę najwyżej jak potrafiłem. Zamiast powietrza z mojej paszczy wypłynęły gwiazdy układając się w prostą drogę ,gdzieś do nieosiągalnego dla mnie nieba.
-Śpiesz się ,zaraz znikną -powiedziałem do odchodzącej już duszy.
Jeszcze przez kilka godzin wpatrywałem się w niebo. Dopóki nie podeszła do mnie Ardhi. W milczeniu schyliłem głowę ,okazując szacunek....
( Ardhi?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz