Stałem i wpatrywałem się w gwiazdy.Zapewne dla niektórych gwiazdy były
tylko małymi kropkami. Mylili się - gwiazdy to historia ,gwiazdy to
bogowie. Posab opowiadał mi ,że kiedyś byłem gwiazdozbiorem ,jednak po
moim/jego upadku wszystkie gwiazdy z tego gwiazdozbioru w jednym
momencie runęły na ziemię. Często to sobie wyobrażałem. Jakże okrutny
może być upadek boga ,ale jednak piękny...
W pewnym momencie poczułem mocny wiatr ,jednak trawa wokół się nie
poruszyła ,tak samo jak moja grzywa. Ten wiatr jest we mnie uświadomiłem
sobie.
-Wyjdź -rzekłem mentalnie -Nie uda ci się -dodałem.
Na wprost mnie zmaterializowała się pewna dusza. Było to najdziwniejsze
stworzenie jakie kiedykolwiek widziałem. Ciało konia , małe kocie oczy
,patrzące na mnie w skupieniu. Tylne łapy lwa. Zamiast końskiej grzywy
lwia czupryna. To musiało być wyjątkowo silne stworzenie. Przystosowane
do surowych warunków
-Nie jesteś jak wszyscy... Rozumiesz mnie. -Odezwało się typowym dla dusz pozaziemskim głosem.
-Tak -odezwała się moja boska część
Widać było ,że stwór poczuł ulgę.
-Kim jesteś? Musiałeś być bardzo potężny... Kto cię zabił? Jak to możliwe? Czego pragniesz? - powiedziałem zaintrygowany.
- Jestem stworzeniem pochodzących z bardzo odległych krain. Nawet gdybyś
nadal był w całości bogiem ciężko byłoby ci się tam dostać. Jesteśmy
potężni -to prawda ,ale nie silniejsi od ciebie ,nie mamy magicznych
zdolności. Przystosowani do warunków w których trwa nasze życie. Umarłem
,albowiem istnieją istoty jeszcze potężniejsze od ciebie i mnie.Podczas
wojny zabiliśmy ich setki ,ale one zabiły tysiące naszych. W tym mnie. A
pragnę jak każda zaginiona dusza ,znaleźć azyl ,tam wśród gwiazd.
-odpowiedział.
-Zaprowadzę cię - powiedziałem cicho.
Dmuchnąłem unosząc głowę najwyżej jak potrafiłem. Zamiast powietrza z
mojej paszczy wypłynęły gwiazdy układając się w prostą drogę ,gdzieś do
nieosiągalnego dla mnie nieba.
-Śpiesz się ,zaraz znikną -powiedziałem do odchodzącej już duszy.
Jeszcze przez kilka godzin wpatrywałem się w niebo. Dopóki nie podeszła
do mnie Ardhi. W milczeniu schyliłem głowę ,okazując szacunek....
( Ardhi?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz